W krainie wygasłych wulkanów
Piotr Woźniak
Gdzieś pomiędzy Złotoryją, Świerzawą a Jaworem rozpościera się kraina urozmaicona niewielkimi pagórkami, w dużej części posiadająca charakter rolniczy, nie pozbawiona jednak sporej ilości lasów oraz łąk. Tak nakreślony obszar nie jest bynajmniej trójkątem bermudzkim, choć z pewnością można się tu zagubić, niemal wpadając na geologiczne osobliwości z bardzo odległych czasów. Poruszający wyobraźnię widok fragmentów oryginalnych wulkanów, skłania mnie do spoglądania w kierunku bardziej współczesnych i nie skamieniałych form - upewniam się, że pozostaję w realnym świecie dzięki przemykającej między bazaltami jaszczurce, puszczykowi śpiącemu w lipowej dziupli, czy kobiecie, która z dziecięcym wózkiem podeszła nad samą krawędź Wilczej Góry - zaskakującego połączenia rezerwatu z czynnym kamieniołomem.
Geograficznie ten fascynujący obszar nazywamy Pogórzem Kaczawskim, które stanowi część Sudetów Zachodnich. W trzeciorzędzie potężne ruchy górotwórcze wyniosły znaczne partie tego terenu, tworząc ogromny sudecki uskok brzeżny będący północną granicą zarówno tej niezwykłej krainy jak i całych Sudetów. Od zachodu pogórze odcina malownicza dolina rzeki Bóbr zaś od wschodu Nysy Szalonej. Falisty krajobraz przetykany niczym mozaika plamami pól, rozcina jeszcze jedna rzeka - Kaczawa. Jej wody drążą i obmywają skały osadowe i wulkaniczne, pochodzące z różnych okresów geologicznych, rzeźbiąc koryto wciśnięte pomiędzy ostańce takie, jak góra Wielisławka.
Zbytnia ufność w jakość drogi, która skrajem łąki zbliża się do skalnego wachlarza odsłoniętego na zboczu góry, doprowadziła mnie w efekcie do właściciela ciągnika, z pobliskiego gospodarstwa. Człowiek ten opowiadał o jaskiniach i karczmie na szczycie Wielisławki; mówił też trochę o skarbach, a trochę o ludziach. Wydawał się być niezgłębionym źródłem informacji, gdybym tylko chciał pójść tropem jego opowieści. No i wyciągnął mój samochód z koleiny w drodze... Może by tam wrócić? Do miejsca tego wiedzie żółty Szlak Wygasłych Wulkanów, który wijąc się przez cały region, pomaga odnaleźć, co bardziej interesujące obiekty geologiczne.
Góra Wielisławka wznosi się przy trasie ze Złotoryi, do Świerzawy. Magnesem przyciągającym tutaj turystów jest wspomniane odsłonięcie - Organy Wielisławskie - powstałe w wyniku działającego w XIX w. kamieniołomu. Urwisko, 50-metrowej wysokości, jawi się regularnie spękanymi słupami, stąd porównanie do prospektu organowego. Osobliwością jest zaistnienie podobnej formy w skale porfirowej. Zazwyczaj tego rodzaju zjawisko zachodzi tylko w przypadku skał bazaltowych.
Inne miejsca warte uwagi oferują możliwość zapoznania się ze znacznie młodszymi zjawiskami wulkanizmu, z okresu trzeciorzędu (65 -1,8 mln lat temu). Są to fragmenty kominów wulkanicznych, czyli neki, wśród których Czartowską Skałę otacza bodaj najbardziej magiczna aura. Zdarzało mi się tutaj natknąć na znajomych z odległych stron, choć wcale nie byliśmy umówieni. Innym razem podchodząc z kolegą pod szczytowe partie minęliśmy kilka rowerów zdeponowanych pod krzewem dzikiej róży. W tym momencie na szczycie skały, wystającej z ziemi niczym fragment gigantycznego grotu, zauważyłem nagłe poruszenie wśród osób tam przebywających. Towarzystwo nie bacząc na trudny teren, podbiegło do nas, a wtedy okazało się, że powodem tego pośpiechu była obawa o rowery. Gdy w paru słowach wyjaśniliśmy, że nie mamy zamiaru zmieniać środka lokomocji - zapanowała przyjazna atmosfera. Tak poznałem człowieka, dzięki któremu spędziłem później niezapomniane chwile na plenerze fotograficznym w rezerwacie Stawy Przemkowskie, ale to już inna bajka. A gdy o bajkach mowa, istnieje oczywiście zgrabne wyjaśnienie istnienia Czartowskiej Skały. Podobno pewnego razu czart - okrutny paskudnik - zamierzał zrzucić skałę na kościół w pobliskiej wsi Pomocne, lecz nie zdążył wykonać swego planu przed porannym pianiem kura, a ciężar upuścił tam, gdzie spoczywa do dnia dzisiejszego.
Okoliczne łąki przywabiają miłośników flory - kwitnie tu bowiem kilka gatunków rzadkich storczyków, a także inne ciekawe rośliny. Niestety, również tutaj panuje niebezpieczny zwyczaj wiosennego wypalania traw.
Nim zagłębiłem się w las porastający zbocza Ostrzycy, dostrzegłem jeszcze błotniaka stawowego, kołyszącego się nisko nad polami. To przypomniało mi, że prawdziwe góry zostały gdzieś z tyłu (na południu), a wysokość wznoszącego się przede mną pagóra (501 lub 499 m n.p.m -zależnie od pomiarów) jest zaledwie wartością graniczną, powyżej której rzeźbę terenu nazywamy górami. Przy dobrej widoczności regularny stożek Ostrzycy jest doskonale rozpoznawalny z większości miejsc nawet w Karkonoszach - charakterystyczny kształt pozwala na szybkie zlokalizowanie tego wulkanu. Podobnie z jego szczytu roztacza się wspaniała panorama na Sudety Zachodnie oraz część Przedgórza Sudeckiego, a stoki pokrywa najpiękniejsze gołoborze bazaltowe w naszym kraju. Na skraju urwiska rosną potężne, stare lipy, które pod konarami kryją ślady przeszłości - na przykład kamienną tablicę, która prawdopodobnie zsunęła się ze szczytu, gdzie przed wojną istniała platforma widokowa. Oczywiście jest to tylko fragment istniejącego niegdyś wulkanu, ściślej komina wulkanicznego. Regularna forma niemal idealnego stożka, przypominającego w zarysie klasyczny wulkan z Japonii, przyczyniła się do nadania Ostrzycy przydomku śląskiej Fujijamy.
Gdy na początku XX w. rozpoczęto eksploatację bazaltu w zboczu góry o niepokojącej nazwie Wilkołak, zapewne nikt nie przypuszczał, że pół wieku później oczom robotników ukaże się niezwykłe zjawisko. Gdy po kolejnych odstrzałach opadł kurz, ujrzeli zupełnie nową formę, w jaką układały się skalne ciosy - zamiast pionowego przebiegu, na ścianie krateru można było dostrzec wyraźnie koncentryczny układ bloków. Ten unikalny kształt nazwano bazaltową różą, a dla ochrony miejsca jej występowania powołano rezerwat geologiczny Wilcza Góra. Rozpoczęła się, trwająca do dziś dziwaczna koegzystencja kamieniołomu i rezerwatu przyrody. Z jednej strony podejmuje się starania o likwidację wyrobiska z drugiej zaś, jak łatwo się domyślić, o zniesienie ochrony jego bezcennego fragmentu.
Geograficznie ten fascynujący obszar nazywamy Pogórzem Kaczawskim, które stanowi część Sudetów Zachodnich. W trzeciorzędzie potężne ruchy górotwórcze wyniosły znaczne partie tego terenu, tworząc ogromny sudecki uskok brzeżny będący północną granicą zarówno tej niezwykłej krainy jak i całych Sudetów. Od zachodu pogórze odcina malownicza dolina rzeki Bóbr zaś od wschodu Nysy Szalonej. Falisty krajobraz przetykany niczym mozaika plamami pól, rozcina jeszcze jedna rzeka - Kaczawa. Jej wody drążą i obmywają skały osadowe i wulkaniczne, pochodzące z różnych okresów geologicznych, rzeźbiąc koryto wciśnięte pomiędzy ostańce takie, jak góra Wielisławka.
Wielisławka - skalne organy.
Zbytnia ufność w jakość drogi, która skrajem łąki zbliża się do skalnego wachlarza odsłoniętego na zboczu góry, doprowadziła mnie w efekcie do właściciela ciągnika, z pobliskiego gospodarstwa. Człowiek ten opowiadał o jaskiniach i karczmie na szczycie Wielisławki; mówił też trochę o skarbach, a trochę o ludziach. Wydawał się być niezgłębionym źródłem informacji, gdybym tylko chciał pójść tropem jego opowieści. No i wyciągnął mój samochód z koleiny w drodze... Może by tam wrócić? Do miejsca tego wiedzie żółty Szlak Wygasłych Wulkanów, który wijąc się przez cały region, pomaga odnaleźć, co bardziej interesujące obiekty geologiczne.
Góra Wielisławka wznosi się przy trasie ze Złotoryi, do Świerzawy. Magnesem przyciągającym tutaj turystów jest wspomniane odsłonięcie - Organy Wielisławskie - powstałe w wyniku działającego w XIX w. kamieniołomu. Urwisko, 50-metrowej wysokości, jawi się regularnie spękanymi słupami, stąd porównanie do prospektu organowego. Osobliwością jest zaistnienie podobnej formy w skale porfirowej. Zazwyczaj tego rodzaju zjawisko zachodzi tylko w przypadku skał bazaltowych.
Czartowska Skała - nieoczekiwane spotkania
Inne miejsca warte uwagi oferują możliwość zapoznania się ze znacznie młodszymi zjawiskami wulkanizmu, z okresu trzeciorzędu (65 -1,8 mln lat temu). Są to fragmenty kominów wulkanicznych, czyli neki, wśród których Czartowską Skałę otacza bodaj najbardziej magiczna aura. Zdarzało mi się tutaj natknąć na znajomych z odległych stron, choć wcale nie byliśmy umówieni. Innym razem podchodząc z kolegą pod szczytowe partie minęliśmy kilka rowerów zdeponowanych pod krzewem dzikiej róży. W tym momencie na szczycie skały, wystającej z ziemi niczym fragment gigantycznego grotu, zauważyłem nagłe poruszenie wśród osób tam przebywających. Towarzystwo nie bacząc na trudny teren, podbiegło do nas, a wtedy okazało się, że powodem tego pośpiechu była obawa o rowery. Gdy w paru słowach wyjaśniliśmy, że nie mamy zamiaru zmieniać środka lokomocji - zapanowała przyjazna atmosfera. Tak poznałem człowieka, dzięki któremu spędziłem później niezapomniane chwile na plenerze fotograficznym w rezerwacie Stawy Przemkowskie, ale to już inna bajka. A gdy o bajkach mowa, istnieje oczywiście zgrabne wyjaśnienie istnienia Czartowskiej Skały. Podobno pewnego razu czart - okrutny paskudnik - zamierzał zrzucić skałę na kościół w pobliskiej wsi Pomocne, lecz nie zdążył wykonać swego planu przed porannym pianiem kura, a ciężar upuścił tam, gdzie spoczywa do dnia dzisiejszego.
Okoliczne łąki przywabiają miłośników flory - kwitnie tu bowiem kilka gatunków rzadkich storczyków, a także inne ciekawe rośliny. Niestety, również tutaj panuje niebezpieczny zwyczaj wiosennego wypalania traw.
Ostrzyca Proboszczowicka - Śląska Fujijama
Nim zagłębiłem się w las porastający zbocza Ostrzycy, dostrzegłem jeszcze błotniaka stawowego, kołyszącego się nisko nad polami. To przypomniało mi, że prawdziwe góry zostały gdzieś z tyłu (na południu), a wysokość wznoszącego się przede mną pagóra (501 lub 499 m n.p.m -zależnie od pomiarów) jest zaledwie wartością graniczną, powyżej której rzeźbę terenu nazywamy górami. Przy dobrej widoczności regularny stożek Ostrzycy jest doskonale rozpoznawalny z większości miejsc nawet w Karkonoszach - charakterystyczny kształt pozwala na szybkie zlokalizowanie tego wulkanu. Podobnie z jego szczytu roztacza się wspaniała panorama na Sudety Zachodnie oraz część Przedgórza Sudeckiego, a stoki pokrywa najpiękniejsze gołoborze bazaltowe w naszym kraju. Na skraju urwiska rosną potężne, stare lipy, które pod konarami kryją ślady przeszłości - na przykład kamienną tablicę, która prawdopodobnie zsunęła się ze szczytu, gdzie przed wojną istniała platforma widokowa. Oczywiście jest to tylko fragment istniejącego niegdyś wulkanu, ściślej komina wulkanicznego. Regularna forma niemal idealnego stożka, przypominającego w zarysie klasyczny wulkan z Japonii, przyczyniła się do nadania Ostrzycy przydomku śląskiej Fujijamy.
Wilcza Góra - bazaltowa róża
Gdy na początku XX w. rozpoczęto eksploatację bazaltu w zboczu góry o niepokojącej nazwie Wilkołak, zapewne nikt nie przypuszczał, że pół wieku później oczom robotników ukaże się niezwykłe zjawisko. Gdy po kolejnych odstrzałach opadł kurz, ujrzeli zupełnie nową formę, w jaką układały się skalne ciosy - zamiast pionowego przebiegu, na ścianie krateru można było dostrzec wyraźnie koncentryczny układ bloków. Ten unikalny kształt nazwano bazaltową różą, a dla ochrony miejsca jej występowania powołano rezerwat geologiczny Wilcza Góra. Rozpoczęła się, trwająca do dziś dziwaczna koegzystencja kamieniołomu i rezerwatu przyrody. Z jednej strony podejmuje się starania o likwidację wyrobiska z drugiej zaś, jak łatwo się domyślić, o zniesienie ochrony jego bezcennego fragmentu.

